Searching
Please wait

Zostać pilotem na jeden dzień

Sie, 10 || Brak komentarzy |
Któż z Was nie marzył w dzieciństwie o tym, by zostać pilotem? Może i nie każdy, ale wielu jest takich, którzy cały czas zadają sobie pytanie jak by to było gdyby to marzenie się spełniło… Otóż mamy wspaniały XXI wiek, czasy, kiedy różnorakie marzenia stają się bardziej dostępne, niż kiedykolwiek do tej pory. Na przykład, dzięki niesamowitym maszynom, jakimi są Full Flight Simulator, można przez jeden dzień poczuć się naprawdę jak pilot – usiąść za sterami i na własnej skórze odczuć jak przeciążenia w startującym samolocie dociskają nas do fotela, widoki za oknem zmieniają się, a maszyna reaguje na nasze “polecenia”.

pro6_s

Dzięki uprzejmości firmy Pro Flight GmbH, mieliśmy niezwykłą okazję gościć w bazie szkoleniowej Lufthansa Flight Training GmbH, w okolicach lotniska Schonefeld pod Berlinem. Znajduje się tu 12 w pełni profesjonalnych symulatorów samolotów. Każdy model samolotu, to oddzielny symulator, idealnie odzwierciedlający wygląd i funkcje oraz rozmieszczenie wszystkich układów sterowania w oryginalnej kabinie. W bazie pod Berliniem znajdują się trzy symulatory Boeinga 737-800, trzy Airbusa 320-200, po jednym Airbusa 330-300, Boeinga 737-300 (classic) oraz Boeinga 777-200LR, a także trzy Bombardiera CRJ 200-/700 -/900. Każdy z nich waży około 12 ton i jest wart ok 20 mln dolarów, więc łątwo sobie wyobrazić, że nie może to być zabawka. Podzespoły do symulatorów zostały zakupione od kanadyjskiej firmy  CAE – platforma, sterowanie hydrauliczne, oprogramowanie, oraz brytyjskiej Thales, jednak z powodu ogromnej złożoności całej konstrukcji, trudno powiedzieć, aby producent był tylko jeden czy nawet dwóch, cała bowiem awionika jest obsługiwana i instalowana przez Lufthansa Technik we współpracy z Airbusem i Boeingiem.
Symulatory pracują bez przerwy, 24 godziny na dobę, zaś ich wolny czas jest zredukowany do absolutnego minimum, a najważniejsza przerwa w pracy to coroczny przegląd techniczny. Ciągła praca jest dużym ułatwieniem dla pilotów przylatujących na szkolenie z innych stref czasowych. W porze nocnej mogą dysponować większą sprawnością psychofizyczną, bowiem dla nich jest to dzień. Możliwości szkoleniowe są ogromne, przewidują wiele różnych scenariuszy, począwszy od wyboru jednego z około sześciu tysięcy lotnisk podczas startu i lądowania, poprzez różne warunki pogodowe, a na symulacjach awarii skończywszy. Jedną z ciekawszych jest  na przykład sytuacja pożaru na pokładzie. Piloci zmuszeni są wtedy do ćwiczenia w maskach tlenowych, gdyż w kabinie pojawia się prawdziwy dym. Odwzorowanie kabiny musi być w stu procentach identyczne, aby wyrobione w symulatorze nawyki były przydatne w realnym locie i podczas prawdziwych awarii. Symulatory wykorzystywane są nie tylko do celów szkoleniowych, ale także podczas badania przyczyn wypadków lotniczych, szczególnie takich w których trudne jest zrozumienie co się właściwie mogło wydarzyć podczas lotu. Co prawda kilka manewrów takich jak lądowanie na rzece Hudson nie może być symulowanych, ale to zapewne kwestia czasu.

pro2_s

Całą naszą podróż zaplanowaliśmy na jeden dzień. Przy obecnym połączeniu autostradą dystans z Warszawy do Berlina można pokonać w pięć godzin. Po przybyciu na miejsce otrzymaliśmy przepustki i po chwili – punktualnie jak w Lufthansie – zjawił się Pan Marc Królikowski, który przez następne 3 godziny był naszym przewodnikiem po terenie centrum szkoleniowego oraz instruktorem w kabinie Boeinga 737. Samolot ten, jak twierdzi nasz instruktor jest jednym z ostatnich samolotów pasażerskich, w którym można poczuć prawdziwy kontakt z maszyną, a to dzięki stosunkowo ubogiej elektronice i przekazaniu zadań komputerom pokładowym w stosunkowo niewielkim stopniu – ogrom pracy muszą wykonać piloci osobiście. Co ciekawe nasz instruktor biegle włada językiem polskim, dzięki czemu szkolenie mogą przejść osoby bez znajomości języka obcego. Jest to ułatwienie bez którego w rzeczywistości odbywa się pilotowanie samolotu w cywilnej przestrzeni powietrznej.
Naszą przygodę rozpoczyna briefing, czyli 1,5 godzinna prezentacja przepełniona ciekawymi informacjami, podanymi w przystępny sposób, obejmująca głównie podstawy aerodynamiki, techniki pilotażu, budowy samolotu. Dzięki tej lekcji po wejściu do symulatora nawet osoba bez żadnego doświadczenia lotniczego, będzie już posiadać wstępną wiedzę na temat  podstaw pilotażu i bez marnowania cennego czasu pracy maszyny będzie mogła od razu wypróbować swoich sił.

 

pro9_s

Nasz instruktor oprowadza nas prezentując nam całe centrum szkoleniowe.  Niestety ze względów bezpieczeństwa na terenie obowiązuje całkowity zakaz fotografowania i filmowania. Naszą ciekawość wzbudza nowa hala w której znajdują się najnowocześniejsze symulatory sterowane przy pomocy siłowników elektrycznych, których praca jest wyjątkowo cicha i tylko ich widoczne ruchy wskazują, że w środku odbywa się szkolenie. Mieliśmy szczęście odwiedzić także kabinę Airbusa 320, której budowa w porównaniu z klasycznym 737 jest znacznie bardziej przystępna dla użytkownika i oferuje szereg udogodnień. Co ciekawe, sterowanie odbywa się przy pomocy joysticka a nie tradycyjnego wolantu, zaś obsługa całości jest ułatwiona przez dużą ilość elektroniki. Jedną z ciekawostek, jakie usłyszeliśmy jest to, iż nie koniecznie wszyscy piloci są entuzjastami rozwiązania, jakim jest joystick.

 

Gdy wreszcie docieramy do przeznaczonego dla nas Boeinga 737, zaczyna się nasza najbardziej oczekiwana część szkolenia. Wejście do symulatora, drzwi za nami zamykają się, odłączany jest trap do wejścia, aby symulator mógł poruszać się bez przeszkód. Od tej pory stabilizację kabiny przejmują siłowniki pneumatyczne. Już samo usadowienie się na fotelu robi duże wrażenie, ponadto za oknami widzimy lotnisko we Frankfurcie jak żywe, za ogrodzeniem autostradę z przejeżdżającymi samochodami, chmury, ziemię, inne samoloty- wszystko wygląda bardzo realistycznie. Po chwili wstępu drugi pilot przesuwa przepustnice na sto procent i czujemy jak siła wgniata nas w fotele, cały czas odczuwamy przyspieszenie. Przyciągnięcie wolantu do siebie powoduje, że zaczynamy się wzbijać w powietrze. Kolejne działające na nas przeciążenia całkowicie oszukują nasz mózg i od tej chwili trudno sobie przypomnieć, że jesteśmy na ziemi, w symulatorze. Wchodzimy w obszar lekkiej turbulencji co tym bardziej pogłębia odczucie realizmu sytuacji. Podczas zakrętu z przechyleniem 45 stopni głowa nie spada nam na jedną stronę, przeciążenie cały czas działa zgodnie ze stanem lotu- algorytmy obliczające działają z niezwykłą precyzją. Adrenalina daje o sobie znać także podczas nieudanego podejścia do lądowania, gdy samolot wyjeżdża poza pas startowy. Napięcie rośnie a wstrząsy zmuszają nas do złapania się uchwytów aby nie zrobić sobie krzywdy. Przeciążenia odczuwane podczas ćwiczeń sięgają nawet do 2,5 G i trudno sobie wmówić, że znajdujemy się na ziemi. Cały czas odczuwalny jest ruch samolotu, a zapięcie pasów jest jak najbardziej zasadne. Podczas twardego lądowania przeciążenia, jakie na nas oddziałują mogą osiągnąć 2G (nasze ciało osiąga wtedy 200% swojej masy).

 

pro7_s

 

Instruktor wybiera dla nas kilka sytuacji które mogą zdarzyć się podczas lotu, takie jak kurs kolizyjny  z innym statkiem powietrznym, strefa burzy, czy zmiana pasa do lądowania w trakcie procedury podejścia. Możliwości wyboru wydają się być nieograniczone, dzięki czemu piloci są w stanie przećwiczyć wiele niebezpiecznych sytuacji. Wszystko po to, by podobne sytuacje napotkane w rzeczywistości, w jak najmniejszym stopniu były niespodzianką. Wypracowane w symulatorze procedury, mają za zadanie wpoić odruchowe działanie w stresującej sytuacji i pozwolić na uniknięcie katastrofy, a co za tym idzie ocalenie istnień ludzkich.
Półtorej godziny, jakie spędziliśmy w symulatorze minęło bardzo szybko. Dla nas nawet zwykły start, czy lądowanie były pełne emocji i nie zawsze kończyły się tak dobrze jak to bywa zazwyczaj. Okazuje się jednak, że dla doświadczonych pilotów godziny spędzone w symulatorze również nie są zwyczajne. Jak dowiadujemy się już podczas podsumowania, ćwiczą wszystkie najgorsze sytuacje, jakie potencjalnie mogłyby im się przydarzyć w codziennej pracy, tyle, że tutaj przydarzają się cały czas, nie poddając się rzeczywistym regułom prawdopodobieństwa. My mieliśmy okazję skosztować małą próbkę tego, jak ciekawa, a jednocześnie odpowiedzialna jest praca pilota. Okazję tym bardziej wyjątkową, iż czasy sprzed 11 września, gdy niczym dziwnym były wizyty pasażerów w kabinie pilotów i to podczas lotu, niestety odeszły bezpowrotnie. Obecnie nawet podczas postoju na ziemi, praktycznie niemożliwe jest uzyskanie wglądu do kabiny pilotów, nie mówiąc o możliwości przymierzenia się do sterów.
Na zakończenie spotkania każdy uczestnik otrzymuje dyplom, świadczący o tym jak dzielnie radził sobie debiutując w nowej życiowej roli, wraz z pamiątkowym zdjęciem własnej osoby za sterami samolotu. Garść ewentualnych uwag oraz pochwał od prowadzącego stanowi uzupełnienie całości. Liczne wnioski i przemyślenia jeszcze przez kilka dni będą krążyć nam po głowach.  Niezatarte wrażenia pozostaną na długi czas.

Napisz komentarz

Poszukaj interesujących relacji wg:

Filmy dla kochających latanie

Najnowsze komentarze